Baczyński: Kopiąc piłkę piszemy historię
Maciej Wasik, 2011-12-22, 14:29
Zapraszamy na wywiad z prezesem Zagłębia Sosnowiec, Leszkiem Baczyńskim. Runda jesienna była bardzo trudnym okresem dla klubu, jednak najważniejszy cel został osiągnięty, 4-krotny zdobywca Pucharu Polski cały czas widnieje na piłkarskiej mapie Polski.
Czy sądził pan, że powrót do Zagłębia będzie aż tak trudny, że obejmując prezesurę odziedziczy tyle spraw do naprawienia, dokończenia i przede wszystkim… spłacenia?
Leszek Baczyński: - Zanim zaczniemy, chciałem w imieniu spółki złożyć najserdeczniejsze życzenia, zdrowych, pogodnych i wesołych świąt.
Wracając do pytania. Bez zastanowienia wskoczyłem do rzeki - Brynicy - aby ratować tonącego, to taki odruch bezwarunkowy. Nawet w najgorszych okolicznościach potrzebującemu trzeba podać dłoń. Kiedyś Zagłębie podało mi rękę, a teraz ja podaję. Mówiąc obrazowo - tonący jest już po reanimacji, stan ciężki, ale stabilny. Zaszłości płacowe sięgają 3-4 lat. Odsetki nas zżerają, widać więcej komorników niż kibiców.
Ostatni raz pracował pan w klubie za czasów ekstraklasy, wtedy długo pan nie wytrzymał i jeszcze przed zimą zrezygnował. Teraz okazuje się, że to po tym okresie zaczęły narastać problemy i nagromadziły się zaległości.
- Euforia po dostaniu się do ekstraklasy - szkoda, że przy takich okolicznościach - cechowała się radosną twórczością, która nie uśpiła mojej czujności. Przejąłem prezesurę nad klubem, który sezon wcześniej miał budżet wynoszący 7 milionów złotych. Przejmując klub miałem zapewnienia, że budżet będzie wynosił przynajmniej 6 milionów, a otrzymałem tylko 4. Po analizie finansowej jasno wynikało, że braknie nam 2-3 milionów złotych, a trzeba pamiętać, że jesienią graliśmy w Wodzisławiu. Moja rezygnacja była podyktowana brakiem perspektyw na zmianę trudnej sytuacji.
Był pan piłkarzem, ale też trenerem, więc podejmując się w minione wakacje wyzwania, jakim jest prezesura, wiedział pan, jakie trudne zadanie czeka szkoleniowca Zagłębia przed nowym sezonem. Duże zmiany kadrowe, nie najlepsza sytuacja finansowa i brak czasu na opracowanie i wdrożenie planu naprawy. Był zakładany przed jesienią jakiś plan minimum?
- Plan zawsze jest zakładany, ale wszystkie są weryfikowane, najczęściej przez życie. Chętnych na prowadzenie Zagłębia jest bardzo wielu, bo to nadal bardzo prestiżowa posada. Tyle tylko, że trzeba sobie radzić w każdej sytuacji i to przy dużej presji. To szczęście wszystkich, moje i kibiców, że Zagłębie cały czas istnieje. Radni, z prezydentem na czele, zachowali się odpowiednio, wiedzą jaką wartością jest marka, jaką ma nasz klub, chcieli go uratować i im się to udało. A że widzieli akurat moją osobę na stanowisku prezesa, więc razem działamy. Przed nami długa droga, tak jak już mówiłem - pacjent nie jest już reanimowany, ale cały czas potrzebuje pomocy, gdyż jest słaby.
Jak długo zajmie przywracanie „pacjenta” do pełnej sprawności?
- Sytuację można uzdrowić w jeden tylko sposób, spłacając stare długi. Nie możemy robić nowych zaległości, a każdą wolną złotówkę musimy inwestować w młodzież. Piłka nożna już nieraz pokazała, że wynik sportowy nie zawsze idzie w parze z pieniędzmi. Oczywiście życzę sobie, jak chyba każdy prezes, żeby na gwiazdkę przyszła paczka pod choinkę, a w niej z milion euro, chociaż... Najważniejsze jest zdrowie, a gdybym taką paczkę zobaczył, to serce mogłoby nie wytrzymać (śmiech). Pieniądze są ważne, ale nie zawsze przekładają się na wynik. Najbogatsi często muszą obejść się smakiem, gdyż czasem górę nad znanymi nazwiskami i wysokimi wypłatami bierze kolektyw, dobra atmosfera i humor. Dlatego swoim wszystkim pracownikom wytyczyłem trudne zadania. Każdy z nas tworzy ekipę, czy to trenerzy, piłkarze, czy pracownicy klubowi - mówię o ekipie piłkarskiej oczywiście.
Zespół był budowany na tzw. „wariackich papierach”, jednak wydawało się, że ta drużyna powalczy o środek tabeli, a odbiła się od II ligowego dna...
- Mamy trzeci wynik w lidze pod względem zdobytych bramek. To jest taki pozytyw, który pokazuje, że wszyscy, pomimo problemów, w Zagłębiu dążymy do celu, jakim jest utrzymanie II ligi. Ta marka jest ciągle ceniona, tej historii nie da się zatrzymać, ona cały czas się pisze i nawet jak jest źle, to zawsze znajduje się pozytyw w tych trudnych chwilach. Niestety, choć te strzelone rywalom bramki cieszą, to nie pozwalają zapomnieć o problemach z defensywą, bo dużo goli tracimy, a potem i tak o... długach. Życie mnie nauczyło między innymi tego, że żeby myśleć o sukcesie, to zawsze trzeba zachowywać równowagę. Siła jest w drużynie, nie można zapominać, że pech nas prześladuje. Lachowski, Skrzypek, Łuczywek, Wijas, wszyscy mieli grać, liczyłem, że doświadczeni piłkarze pomogą w tej kryzysowej chwili, niestety, wszyscy leczyli kontuzje, więc posiłkowaliśmy się innymi piłkarzami.
Co zadecydowało o zmianie trenera w trakcie rundy?
- Powiem krótko, zwięźle i na temat... wynik buduje, a porażka rujnuje.
Musimy nawiązać do systemu szkolenia młodzieży, to zawsze był pański „konik”.
- I niestety jest to w tej chwili nasza pięta achillesowa. Szkolenie zostało zaniedbane, niedopilnowane, a drużyny mają okrojone składy. Jestem zawiedziony, że takie podziały się zrobiły, nie rozumiem tego, jeszcze nie dawno były 4 grupy w Zagłębiu, 4 w APN, wszystko zrobiło się jakoś tak rozlazłe i bez ciągłości. Zresztą o czym ja mam tutaj mówić, warto podać prosty przykład, musieliśmy ściągnąć 30 chłopaków z okolic, by w ogóle niektóre roczniki mogły grać. Koszmar!
Chyba odbudowanie jednolitego systemu szkolenia nie będzie takie łatwe?
Czas gra na naszą korzyść. Praca, konsekwencja, cierpliwość pozwoli scalić Zagłębie i wyjść na prostą.
Sytuacja jest na tyle trudna, że niektóre kluby zabierają nam najzdolniejszą młodzież już w wieku trampkarza. Uda się zatrzymać uzdolnionych piłkarzy?
- Żeby do tego doszło, to musimy poukładać sprawy finansowe. Musimy zatrzymywać najzdolniejszych wychowanków, albo odpowiednio zarabiać na transferach, by w ich miejsce sprowadzać równie zdolnych piłkarzy.
Jak prezes oceni finanse klubu?
- Że to jedna wielka spłata zadłużeń. Walka z komornikami, walka o przetrwanie i walka o to, by piłkarze, którzy reprezentują teraz Zagłębie, byli płaceni na bieżąco, a jeszcze nie są, co mnie bardzo boli. Na szczęście udaje się uciekać z pętli zadłużenia, dzięki czemu można optymistycznie patrzeć na przyszłość. Czekamy również na uchwalenie budżetu miasta, zobaczymy w jakiej wysokości gmina nas wesprze. Jeśli to będzie optymistyczny scenariusz, to rok 2012 będzie rokiem wychodzenia z finansowych kłopotów i rozbudowy dziecięcej i młodzieżowej piłki nożnej na pięknym piłkarskim obiekcie, który rozbudowano na Euro 2012.
Ma pan pretensje do swoich poprzedników?
- Nie patrzę do tyłu. Działania poprzednich zarządów i prezesów są dokładnie sprawdzane przez innych. Moja rola to przyszłość.
Zima będzie pracowita.
- Mamy w kadrze 18 piłkarzy, trenerzy zadecydują czy rozbudujemy ją do 24, czy 26 ludzi. Łatwo więc obliczyć, że sprowadzimy około 6-8 zawodników. Oczywiście za zmiany będzie odpowiadał trener Jerzy Wyrobek,
Szkoleniowiec ma odpowiednie doświadczenie, już niejednokrotnie pokazał, że potrafi osiągać dobre wyniki. Jakby prezes miał wskazać największy atut trenera Wyrobka, to jaki?
- Przede wszystkim doświadczenie i bardzo dobre rozeznanie na rynku zagłębiowsko-śląskim. Wszystko opiera się na szczegółach, gdyż tych zespołów w II lidze do utrzymania jest bardzo dużo. W końcówce graliśmy w kratkę, ale szczęście do nas przyszło i wygraliśmy w Kaliszu, a Calisia miała mnóstwo okazji, więc różnie mogło być. Przy trenerze musi być szczęście tak, jak przy bramkarzu, gdy napastnicy strzelają 100 razy i zawsze obok bramki.
Czy to, że Gmina Sosnowiec najprawdopodobniej będzie jedynym właścicielem dwóch klubów (hokej i piłka nożna), może być atutem w poszukiwaniu sponsora?
- Ja patrzę tylko pod kątem piłki. Środowisko hokejowe dobrze mnie zna i wie, że ja oddam wszystko za piłkę. Pracowałem w Zagłębiu, jak był to klub wielosekcyjnym, chyba było 7 sekcji, ale i tak, każda miała swojego prezesa. Ja czuje się odpowiedzialny tylko za piłkę. Zobaczymy, jak to wszystko nam się poukłada. Prezesowi hokejowego klubu życzę wytrwałości i dalszych sukcesów. Mam nadzieję, że Zagłębie zawsze będzie grało w ekstralidze.
Jak wygląda sytuacja ze sponsorami, jest szansa na dodatkowe wpływy?
- Ludzie mnie dobrze znają i wiedzą, że ja nikomu nie przepuszczę i każdy, kto przyjdzie do klubu, to będzie musiał w jakiś sposób wesprzeć Zagłębie. Ludzie różnie pomagają, ale ja po pół roku wiem, kto jest z nami, a kto niekoniecznie chce wesprzeć klub. Od stycznia będą sprzedawane karty, każdy nabywca zobowiąże się wspierać klub. Czy to będzie lekko ponad 8 złotych miesięcznie, czy kilka tysięcy, to czas pokaże. Jedno jest pewne sito będzie tak ciasne, że mało osób ucieknie, nie przekazując nic na Zagłębie. Musimy iść stopniowo, najpierw utrzymajmy II ligę, później pomyślimy o kolejnych celach.
Chyba wywalczenie utrzymania, biorąc pod uwagę obecną sytuację, będzie nawet lepszym wynikiem niż to zeszłoroczne 5. miejsce?
- Ja na to tak nie patrzę, przeżyłem tyle spadków i awansów, że wiem, iż najważniejsza jest atmosfera, poparcie i dodatkowo rzetelność ludzi pracujących w klubie, a nie takich, którzy mówią, że są w Zagłębiu. Prezes musi stworzyć dobrą atmosferę administracyjno-finansową, a sztab szkoleniowy sportową.
Dużym rozczarowaniem było zachowanie kibiców?
- Kibice byli, są i będą, ale część z nich, po latach rozczarowań wybrała inny sposób na spędzenie wolnego czasu. Zrobimy dobry klub, to wróci moda na chodzenie na „Ludowy”.
Czy wiosną zostanie otwarta druga trybuna?
- Zobaczymy, ocenimy po sprzedaży biletów na pierwsze mecze. Jeśli będzie zainteresowanie Zagłębiem, to otworzymy trybunę otwartą. Dlatego robię wszystko dwutorowo, by taka możliwość była, ale jeśli na mecze będzie chodzić 100-200 osób, to po co pomnażać koszty ochrony. Pamiętam czasy V ligi, kiedy stadion świecił pustkami. Wierzę, że wróci atmosfera, a z nią normalność, bo to w końcu jest Zagłębie. A Zagłębie było, jest i będzie, czy to z nami lub innymi ludźmi, ale to jest historia, którą trzeba każdego dnia pisać tak, by nikt nie zapomniał o wcześniejszych latach, o wielu sukcesach, zwycięstwach, zdobytych Pucharach Polski (1961/1962, 1962/1963, 1976/1977, 1977/1978), wicemistrzostwach (1955, 1963/64, 1966/67, 1971/72), ale przede wszystkim, o tych wspaniałych ludziach, którzy w barwach naszego klubu kopiąc piłkę zapisywali kolejne linijki książki pod tytułem Zagłębie Sosnowiec.
|